On the last day of October
Persistance of Light.
Before November
A proud and fragile common dandelion
Before passing.
Persistance of Life
Before All Saints’ Day.


Posted in Uncategorized

kim jesteś
gorszym dzieckiem – córką
dlaczego tu przychodzisz
by się napić z dziedzictwa moich braci
dlaczego w taki upał
bo się ukrywam
przed czym
nie ma tu innych kobiet
co jest twoim czerpakiem
pusty dzban
dlaczego jesteś sama
bo się boję
bo się wstydzę
bo nie zasługuję
daj mi pić
ale ja nic nie mam
Źródło jest gdzie indziej
gdzie
o gdy gdybyś wiedziała
wiem i wierzę
jestem napełniona
nie potrzebny mi dzban
stałam się źródłem
zabrał mi wstyd i strach
biegnę do ludzi
wracam
mam Życie
chodźcie
Posted in Uncategorized
My face is a defensive wall.
My eyes blurred and lines of facial features
distorted by scars and bruises –
errors and losses,
arrows of words.
The veil of
masks and filters,
stormy thoughts and emotions
covers a rare pearl –
my true self.
The icona vera –
His image imprinted in me.





Posted in Uncategorized

Dziękuję, że każesz mi
nie troszczyć się o picie, jedzenie, ubranie, ciało i życie.
Bierzesz mnie za rękę i
robisz ze mną krok w tył,
uczysz dystansu.
Uspokajasz mnie losem lilii i ptaków.
Zapewniasz, że ich uroda i wolność
mogą być i moim udziałem.
Ty dajesz wzrost, poczucie bezpieczeństwa.
Przypominasz mi, że mam Ojca.
Przypominasz mi, że jestem dzieckiem.
Przywracasz mi świadomość, że jestem w porządku,
gdy potrzebuję i gdy biorę.
Uwalniasz mnie od zabiegania o moje potrzeby, bo Ty je znasz lepiej niż ja.
Znasz czas i sposób ich zaspokojenia.
Dajesz mi wzrost, który czyni mnie gotową na pełnię.
Dajesz dużo i to co najlepsze i nie muszę się tego bać ani bronić przed tym.
Oswajasz mnie z bezpieczną pierwotną miłującą zależnością i bliskością.
Nie oczekujesz ode mnie efektywności,
ale każesz oglądać ptaki na wolności,
najedzone ziarnem, którego nie siały, nie zbierały ani nie zgromadziły.
Zapewniasz mnie, że jestem ważna,
ważniejsza od lilii i ptaków, które mają urodę, wolność
i zaspokojone potrzeby tu i teraz.
Zachęcasz do ufności.
Pokazujesz mi, że nie muszę na nic zasługiwać.
Znasz mój kres i zapewniasz, że żadną buchalterią nie pomnożę chwil mego życia.
Przypominasz o sakramencie chwili obecnej.
Liczysz się z tym, że jestem małej wiary i nie przestajesz dawać.
Otulasz mnie poczuciem bezpieczeństwa.
Wszystko tu odwróciłeś,
uzdrowiłeś.

W co ubrać swoje ciało?
Uspokajasz mnie
i nie chcesz, bym się o to martwiła.
Ubierz mnie
jak lilię polną
lub przynajmniej jak ziele na łące,
które jest dziś, a jutro wrzuca się je do pieca.
Tak żebym wyglądała lepiej
niż Salomon w całym swym przepychu.
Dziś.
Dziękuję, że zwalniasz mnie od troski
o siebie.
Od działania.
Sam dajesz piękno.
Mam objawiać nim Ciebie.
Mam być.
Posted in Uncategorized
– Dlaczego nie oczyściłeś i nie przesiałeś ziarna
przed zasiewem?
– Nie chciałem wykluczać.
– Dlaczego nie kazałeś przebrać nasion?
– Pozwalam, by było wszystko, co ma pierwiastek życia.
Daję wolność i czekam cierpliwie.
– Dlaczego nie zapobiegłeś,
by życica nie zabierała pszenicy
pokarmu z gleby,
lecz pozwoliłeś róść obojgu?
– Moją naturą jest udzielnie życia,
w obfitości
i wzrost.


Posted in Uncategorized
Czas
ujawnia prawdziwą tożsamość
ziarna,
w kłosie, który na nim dojrzewa,
gdy samo dojrzeje
do rozpadu.
Wtedy
to jest gdy pszenica ma już pełny i ciężki kłos.
ujawnia się
blask
fałszywy chwastu.

Posted in Uncategorized
Opuściłem bezpieczne drzewo.
dojrzałem,
mogłem poddać się sile grawitacji
i nieprzewidywalnemu wiatrowi.
Usidliła mnie jedna cienka nitka pajęczyny.
Zawieszony między niebem a ziemią,
bez podpórek i kierunku,
nie poznałem jeszcze swego celu –
surowej i brudnej ziemi.
Czekałem w nieświadomości na błogosławieństwo upadku,
zderzenie z twardością podłoża,
by przez rozpad,
dać życie.
Posted in Uncategorized
(…) i jak topola zapuści korzenie. (Oz 14, 2-10)
topola
wyposażona w korzenie
rozbudowane w głąb,
niewidoczne.
Spragniona światła,
rośnie niecierpliwie
smukła kolumna podtrzymująca horyzont.
Drży z lęku
przy najmniejszym ruchu powietrza.
Boi się tylko piorunów.
Wydaje kwiaty,
zasłania puchem
nasiona zebrane w torebki,
wreszcie – okrywa liśćmi.
Niewymagający
strażnik trzód Jakuba.
Odporny na mróz i suszę,
świadek niewoli i rezygnacji,
przyjmuje harfy na swoje gałęzie,
by pieśni zastąpić szumem liści.

Posted in Uncategorized