Change of seasons

On the last day of October

Persistance of Light.

Before November

A proud and fragile common dandelion

Before passing.

Persistance of Life

Before All Saints’ Day.

Przy studni

jezus-i-samarytanka-chadashim-e1449931575849-300x153-1

kim jesteś
gorszym dzieckiem – córką
dlaczego tu przychodzisz
by się napić z dziedzictwa moich braci
dlaczego w taki upał
bo się ukrywam
przed czym
nie ma tu innych kobiet
co jest twoim czerpakiem
pusty dzban
dlaczego jesteś sama
bo się boję
bo się wstydzę
bo nie zasługuję
daj mi pić
ale ja nic nie mam

Źródło jest gdzie indziej
gdzie
o gdy gdybyś wiedziała
wiem i wierzę
jestem napełniona
nie potrzebny mi dzban
stałam się źródłem
zabrał mi wstyd i strach
biegnę do ludzi
wracam
mam Życie
chodźcie

 

 

True image

My face is a defensive wall.

My eyes blurred and lines of facial features

distorted by scars and bruises –

errors and losses,

arrows of words.

The veil of

masks and filters,

stormy thoughts and emotions

covers a rare pearl –

my true self.

The icona vera –

His image imprinted in me.

Boundaries

Between you and me

an invisible line

not to be trespassed

by greed or rage,

desire or wants.

The border protects you from me

and me from you.

It can be woven from

veil, work uniform

books or money,

noise or silence,

words or look.

The divisions run crisscross in the daily space

along borders of time and place,

the here and now,

the past and the present.

These subtle shields against intrusion and disintegration,

save identity and order,

thus harmony and beauty.

Take off the sandals of your will

and leave them behind

the gates of my freedom.

Clad in respect

with modest eyes

and bare feet

you can enter the holy land.

Now the communion is enabled.

Moses and the Burning Bush by Gerard Hoet is licensed under CC-CC0 1.0

Troski ptaków podniebnych

Photo by Pixabay on Pexels.com

Dziękuję, że każesz mi

nie troszczyć się o picie, jedzenie, ubranie, ciało i życie.

Bierzesz mnie za rękę i

robisz ze mną krok w tył,

uczysz dystansu.

Uspokajasz mnie losem lilii i ptaków.

Zapewniasz, że ich uroda i wolność

mogą być i moim udziałem.

Ty dajesz wzrost, poczucie bezpieczeństwa.

Przypominasz mi, że mam Ojca.

Przypominasz mi, że jestem dzieckiem.

Przywracasz mi świadomość, że jestem w porządku,

gdy potrzebuję i gdy biorę.

Uwalniasz mnie od zabiegania o moje potrzeby, bo Ty je znasz lepiej niż ja.

Znasz czas i sposób ich zaspokojenia.

Dajesz mi wzrost, który czyni mnie gotową na pełnię.

Dajesz dużo i to co najlepsze i nie muszę się tego bać ani bronić przed tym.

Oswajasz mnie z bezpieczną pierwotną miłującą zależnością i bliskością.

Nie oczekujesz ode mnie efektywności,

ale każesz oglądać ptaki na wolności,

najedzone ziarnem, którego nie siały, nie zbierały ani nie zgromadziły.

Zapewniasz mnie, że jestem ważna,

ważniejsza od lilii i ptaków, które mają urodę, wolność

i zaspokojone potrzeby tu i teraz.

Zachęcasz do ufności.

Pokazujesz mi, że nie muszę na nic zasługiwać.

Znasz mój kres i zapewniasz, że żadną buchalterią nie pomnożę chwil mego życia.

Przypominasz o sakramencie chwili obecnej.

Liczysz się z tym, że jestem małej wiary i nie przestajesz dawać.

Otulasz mnie poczuciem bezpieczeństwa.

Wszystko tu odwróciłeś,

uzdrowiłeś.

Lilia polna

Obraz Alois Grundner z Pixabay

W co ubrać swoje ciało?

Uspokajasz mnie

i nie chcesz, bym się o to martwiła.

Ubierz mnie

jak lilię polną

lub przynajmniej jak ziele na łące,

które jest dziś, a jutro wrzuca się je do pieca.

Tak żebym wyglądała lepiej

niż Salomon w całym swym przepychu.

Dziś.

Dziękuję, że zwalniasz mnie od troski

o siebie.

Od działania.

Sam dajesz piękno.

Mam objawiać nim Ciebie.

Mam być.

Wywiad z rolnikiem

– Dlaczego nie oczyściłeś i nie przesiałeś ziarna

przed zasiewem?

– Nie chciałem wykluczać.

– Dlaczego nie kazałeś przebrać nasion?

– Pozwalam, by było wszystko, co ma pierwiastek życia.

Daję wolność i czekam cierpliwie.

– Dlaczego nie zapobiegłeś,

by życica nie zabierała pszenicy

pokarmu z gleby,

lecz pozwoliłeś róść obojgu?

– Moją naturą jest udzielnie życia,

w obfitości

i wzrost.

Pszenica

Czas

ujawnia prawdziwą tożsamość

ziarna,

w kłosie, który na nim dojrzewa,

gdy samo dojrzeje

do rozpadu.

Wtedy

to jest gdy pszenica ma już pełny i ciężki kłos.

ujawnia się

blask

fałszywy chwastu.

Photo by Erdei Gréta on Unsplash

Humilitas

Opuściłem bezpieczne drzewo.

dojrzałem,

mogłem poddać się sile grawitacji

i nieprzewidywalnemu wiatrowi.

Usidliła mnie jedna cienka nitka pajęczyny.

Zawieszony między niebem a ziemią,

bez podpórek i kierunku,

nie poznałem jeszcze swego celu –

surowej i brudnej ziemi.

Czekałem w nieświadomości na błogosławieństwo upadku,

zderzenie z twardością podłoża,

by przez rozpad,

dać życie.

Topola

(…) i jak topola zapuści korzenie. (Oz 14, 2-10)

topola

wyposażona w korzenie
rozbudowane w głąb,

niewidoczne.

Spragniona światła,
rośnie niecierpliwie
smukła kolumna podtrzymująca horyzont.
Drży z lęku
przy najmniejszym ruchu powietrza.

Boi się tylko piorunów.

Wydaje kwiaty,

zasłania puchem
nasiona zebrane w torebki,

wreszcie – okrywa liśćmi.

Niewymagający
strażnik trzód Jakuba.

Odporny na mróz i suszę,
świadek niewoli i rezygnacji,
przyjmuje harfy na swoje gałęzie,
by pieśni zastąpić szumem liści.

poplar-72699_960_720